poniedziałek, 19 października 2015

Czego boją się mass media?


Zarówno prasa, radio jak i telewizja, bez przerwy atakują odbiorców komunikatami, które mają na celu wmówienie im, że się czegoś lub kogoś boimy. Nazywają nas homofobami, ksenofobami, a w ostatnim czasie niezwykle często - islamofobami. 




Całe szczęście, że internet to obecnie "radio Wolna Europa" i dzięki niemu możemy pokazać prawdę!

Proszę o poparcie mojej kandydatury przez wszystkich ludzi marzących o wolnej Polsce, bez partyjniactwa z uczciwym prawem, sprawiedliwymi podatkami, gdzie obywatel jest na pierwszym miejscu, a nie PARTYJNIACTWO, a poseł ma stały kontakt w wyborcami!

Pomysłowość mass mediów w wymyślaniu coraz to nowych terminów piętnujących postawy i poglądy sprzeczne z kreowanym przez nie modelem nowoczesnego i tolerancyjnego europejczyka, nie zna granic. Fakt, że jest to czysta manipulacja, jest niepodważalny. Wystarczy tylko spojrzeć na słownikową definicję słowa „fobia” i skonfrontować ją z tym, w jaki sposób jest wykorzystywana przez środki masowego przekazu.

  • „Chorobliwy lęk przed jakimiś przedmiotami lub sytuacjami.”
  • „Ostatni człon wyrazów złożonych oznaczających nieuzasadniony lęk przed czymś lub przed kimś albo wstręt, niechęć do czegoś lub kogoś”.

(Słownik języka polskiego PWN)


Czy naprawdę jesteśmy tak bardzo przestraszonym i nietolerancyjnym narodem jak przedstawiają to mass media? Nie wydaje mi się. Wolność słowa – przynajmniej w założeniu – daje nam prawo do wyrażania własnych poglądów. I nie boimy się z niego korzystać głośno wyrażając swój sprzeciw wobec różnych zjawisk niezgodnych z naszymi przekonaniami czy światopoglądem. Nawet jeśli próbuje się nas uciszyć, zastraszyć, ocenzurować, potępić lub po prostu zrobić z nas wariatów.

Myślę, że większość Polaków, podobnie jak ja, jest tolerancyjna. Nie ogarnęła nas zbiorowa fobia. Jakakolwiek forma dyskryminacji spotyka się w Polsce z brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa. To wiele mówi na nasz temat. Co zrozumiałe, nie godzimy się jednak na to, żeby mniejszość dyktowała zasady większości. Szanujemy poglądy, wierzenia czy upodobania, różniące się od naszych własnych, jeżeli są pragmatyczne i nie zagrażają naszemu bezpieczeństwu lub wolności. W przeciwnym razie protestujemy. Sprzeciw nie zawsze oznacza jednak wyłącznie lęk.

Spróbuję odwrócić kota ogonem i spytam: czego boją się w takim razie mass media? Biorąc pod lupę komunikaty jakie od kilku miesięcy wysyłają w naszym kierunku, odpowiedź może być tylko jedna: niedzielnych wyborów parlamentarnych. Swoim lękiem usiłują „zarazić” nas nie tylko zwykli, szeregowi dziennikarze, ale także redaktorzy naczelni największych opiniotwórczych pism w naszym kraju. A na dokładkę podsuwają nam solidną porcję sondaży, przeprowadzanych najczęściej na grupie ok. 1 tys. osób, które – jak mogliśmy się przekonać chociażby podczas wyborów prezydenckich – mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Jaki jest sens w ich publikowaniu? Prawdopodobnie pracujący w mediach specjaliści wierzą, że po wykonaniu intensywnego prania mózgu i przedstawieniu garści statystyk, zadziała instynkt stadny. Ewentualnie strach przed dojściem do władzy tych „nieodpowiedzialnych” lub „niebezpiecznych” polityków. W wykreowaniu pożądanych poglądów pomagają także starannie wyselekcjonowane „gadające głowy”, które mówią nam, że za po objęciu władzy przez PiS w całej Polsce zapanuje kościelny reżim, a realizacja postulatów Pawła Kukiza doprowadzi kraj do ruiny.

Dlaczego jednak w mass mediach nikt otwarcie nie krytykuje 8-letnich rządów Platformy Obywatelskiej? Dlaczego do telewizyjnych debat wyborczych dopuszcza się jedynie przedstawicieli dwóch największych obecnie sił politycznych w kraju, kreując ich rywalizację jako walkę dobra ze złem? Odpowiedź jest prosta. - Właściciele prorządowej stacji telewizyjnej "TVN" w latach 2008 - 2013 otrzymali z resortów ministerialnych ponad 21,9 mln zł tytułem publikacji ogłoszeń i komunikatów – poinformowała witryna niewygodne.info.pl powołując się na dane parlamentarnego zespołu ds. obrony wolności słowa. To mówi samo za siebie. Na szczęście coraz więcej osób orientuje się o co w tym całym bałaganie chodzi. Miejmy nadzieję, że znajdzie to swoje odzwierciedlenie w niedzielnych wyborach parlamentarnych.