sobota, 29 sierpnia 2015

Czy dopiero bomby obudzą ABW?




Migracja do Polski jest zjawiskiem, które dopiero od niedawna staje się przedmiotem pogłębionej refleksji. Złożyło się na to kilka przyczyn. Przede wszystkim po II wojnie światowej kraj nasz nie był punktem docelowym podróży wielu grup migracyjnych. 

Dopiero wejście naszego kraju do Unii Europejskiej oraz strefy Schengen znacznie podniosło atrakcyjność Polski jako kraju docelowego.

Polska wciąż pozostaje krajem o jednych z najniższych statystyk w zakresie liczby rezydentów – obywateli państw trzecich. Równocześnie prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że, wobec spadku dzietności, skutki nieuchronnego kryzysu demograficznego w Europie mogą zostać złagodzone jedynie dzięki napływowi migrantów.

Sytuacje, w których imigranci wchodzą w główny nurt kultury kraju przyjmującego zdarzają się bardzo rzadko. Przykładem takiego wyjątkowego działania jest Norwegia, której Minister Kultury Hadia Tajik, jest imigrantką z Pakistanu, muzułmanką. Jednak normą w przypadku partycypacji imigrantów w kulturze kraju przyjmującego jest raczej tworzenie ścisłych sieci migranckich, a nawet gett zamieszkałych przez imigrantów. W Warszawie swoje małe dzielnice tworzą m.in. Wietnamczycy, przybysze z Afryki, Turcy, Amerykanie, Hindusi oraz Romowie. Pokazuje to lokalność ich adaptacji w społecznościach, w których są już im podobni mieszkańcy.

Kiedy nowopowstała Partia Islamu w Belgii zapowiedziała dążenie do wprowadzenia prawa szariatu, członkowie parlamentu zaproponowali zmniejszenie władzy muzułmańskich ekstremistów, którzy wygrali w wyborach lokalnych lub krajowych. W przemowie do parlamentu belgijskiego Alain Destexhe, poseł z partii Mouvement Reformateur, największej francuskojęzycznej, klasycznej liberalnej partii Belgii oraz Philippe Pivin, liberalny członek parlamentu, będący również zastępcą burmistrza Koekelberg (przedmieścia Brukseli), oświadczyli, że koniecznością jest poskromienie władzy muzułmanów, których poglądy są niezgodne z Europejską Konwencją Praw Człowieka.


Najpoważniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa dla Europy nadal pozostają radykalni islamiści. W ostatnich latach obserwowaliśmy proces polegający na tym, że wychowani w państwach Europy muzułmanie stają się radykałami, a społeczeństwo europejskie jest dla nich wrogiem. Ludzie ci mają wiele kontaktów z ekstremistami za granicą. Jeżdżą do obozów szkoleniowych w regionach konfliktów i podróżują, by brać udział w walkach zbrojnych, zanim powrócą do Europy. Jak w tym momencie ustosunkować się do koncepcji przyjmowania imigrantów do Polski pozostawiam do przemyślenia.